Appologia

VirusBarrier za darmo- kolejny prezent od Macheist

9 listopad 2009 · Dodaj komentarz

Za “cenę” wpisu na Facebooku dotyczącym promocji w Macheist każdy użytkownik otrzyma licencję na program VirusBarrier wraz z półroczną aktualizacją zabezpieczeń. Kto wie, może w tym czasie pojawi się jakiekolwiek poważne zagrożenie? A tak całkiem poważnie: nigdy nie korzystałem z usług podobnych aplikacji na Maka i jestem ciekaw, z czym to się je (i czy smakuje z jabłkami?).

edit: zanim zdążyłem się zorientować, że program nie pobiera się ze strony, pojawił się taki o to komunikat:

Macheist- przeciążenie na stronie

→ Zostaw KomentarzKategorie: Promocje
Otagowane:

offtopic: Drag me to (hell) Apple Store!

9 listopad 2009 · 2 komentarzy

Za przykład tego, w jaki sposób nie należy łączyć reklamy z branżą rozrywkową  od dawna uważałem film Kate & Leopold, w którym to filmie product placement osiągnął rangę perwersji. Fanów Apple, jeśli jakoś udało im się przeżyć wiadomość o porażającym sukcesie Siedmiu okien, owa komedia romantyczna zainteresuje ze względów sentymentalnych- do obejrzenia jest tam większość modeli sygnowanych logiem tęczowego jabłuszka. Na tym jednak nie koniec- sponsor zażyczył sobie włączenia informacji o nadchodzącym Keynote wprost do fabuły, co, na mojej skali ewidentnie świadczy o przegięciu pały.

Można pomyśleć, że w czasach kiedy o reklamę zabiegają instytucje czy całe miasta prezentujące w kinie swoje best sides, a niektóre filmy (np. seria Bondów) bez tego zjawiska po prostu nie istnieją, pojawienie się kilka razy jednej marki w ciągu 100 minut filmu to nic takiego. O ile jednak gra komputerowa sama potrafi wygenerować produkt, którego pożądają miliony- jak  to było na przykład z Garden of Eden Creation Kit’em z Fallouta, tak od postaci typu Michela Myersa spodziewam się, że wciśnie on wszystko, poza najnowszym modelem czegoś tam, a jeśli już, to przynajmniej zrobi to tak, by bokami wyszło!

Niestety, podobne wpadki z pojawieniem się w złym miejscu i złym celu zdarzają się również w Apple. Najnowszy dowód- Drag me to hell. Autorzy scenariusza tego horroru to istni bojownicy przeciwko wszelkim subtelnościom.

DMH

Według przepisu, wszystko musi okazać się z pozoru niewinne, ot jeden komputer…

DMH2

Kto jednak przewidziałby istnienie jego brata bliźniaka po drugiej stronie biurka! Na tym jednak nie koniec niespodzianek- kiedy ostatni raz widzieliście iPhona na pierwszym planie?

Drag me to hell iPhone

Jaka szkoda, że nasz zapracowany bohater nie usłyszał, jak urządzenie wibruje przez kilka sekund! I jeśli ktoś zapomniał, produkty Apple nie tylko wspaniale urządzenia biurowe, w domu są również niezastąpione…

Drag me to hell

(i to na tyle, że gdy bohaterka postanowi spieniężyć swój dobytek, nie odważy się zabrać go ze sobą do lombardu).

Toporność, z jaką przedstawia się produkty sponsora to nie największa wada tego filmu- potrzeba zaledwie kilku minut, by się o tym przekonać. Najzabawniejsze, jego widza z pewnością nie zainteresuje ich zastosowanie. Bo jeśli nawet same w sobie są nadal cool, to ten film nie jest taki na pewno.

Przez polski internet przetacza się od czasu do czasu fala niekompetentnej krytyki Apple (sprawa z iTunes store to inna bajka), na którą to krytykę nikt poważny nie zwróciłby uwagi, gdyby nie to, że płynie ona z mainstreamu. Na zachodzie tekst o tym, że iPhone jest być może najgorszym telefonem, spotkałby się z reakcją podobną do tej, z jaką niedawno przyjęto wiadomość o pojawieniu się aplikacji Das Bild dla wspomnianego urządzenia w Niemczech. Sarkastyczne uwagi bloggerów na temat pojawienia się niemieckiego brukowca w wersji dla iPhona po prostu wyśmiano. Użytkownikom iPhona, przynajmniej w powszechnym mniemaniu, daleko jest bowiem  do artykułów pisanych zdaniami prostymi i temu podobnych atrakcji, z gołymi paniami na pierwszej stronie włącznie. Wpadka Apple przejdzie jednak bez echa, bo trzyma się pewnej konwencji, wpadka dziennikarzy liczących kliknięcia na linki do swoich tekstów odbiera jednak coś więcej.


Komentarzy: → 2Kategorie: Offtopic
Otagowane: , , ,

MacUpdate Desktop

5 listopad 2009 · Dodaj komentarz

MacUpdate DesktopMacUpdate wydało kolejną wersję programu pozwalającego utrzymać posiadane programy w najnowszym stanie. W jaki sposób MacUpdate Desktop potrafi przekonać do siebie tych, którzy znają już temu podobne programy?

Po pierwsze skutecznością- lista aktualizacji odzwierciedla stan faktyczny, błędy, jak wynika z testów, nie powinny się zdarzyć. Nie musimy się więc martwić, że pobierzemy coś niepotrzebnie.

Po drugie, MacUpdate Desktop pozwala ściągnąć i zainstalować aplikację w tle- spośród wszystkich ściągniętych aktualizacji tylko raz musiałem dokończyć instalację samodzielnie. W pozostałych przypadkach proces nie wymaga nawet uruchomienia aktualizowanego programu. Tu ciekawostka: MUD pliki dmg ściąga do własnego folderu, można go opróżnić w dowolnym momencie.

Rozwiązaniem godnym uwagi jest również możliwość ściągnięcia wszystkich dostępnych aktualizacji jednocześnie z pomocą skrótu klawiszowego (lub wybraniem tej opcji z menu), ale uwaga: jeśli na przykład korzystacie z pakietu iLife 08, powinniście zadbać o to, by program nie ściągnął aktualizacji dla nowszej wersji.

Kapitalna nawigacja po programach, ostrzeżenia przed ponownym ściągnięciem aktualizacji, lub pobraniem właśnie ściąganej, współpraca z Growl- wszystko to sprawia, że cały proces przebiega absolutnie bez problemu. I szkoda tylko, że aplikacja jest płatna.

→ Zostaw KomentarzKategorie: Użytkowe · shareware
Otagowane:

Blackrain- to działa!

3 listopad 2009 · Dodaj komentarz

Podobno z owym programem jailbreak trwa trzydzieści sekund. Chciałbym móc Was o tym przekonać, jednak podczas odpalenia programu popełniłem typowy holywoodzki błąd- wyszedłem z pokoju, tracąc na sekundy kontrolę nad wydarzeniami (znacie, to prawda? nie muszę chyba podawać przykładów). Z pewnością więcej czasu zajęło mi zorientowanie się, że aplikacja faktycznie zainstalowała się na moim iPhonie, który za granicą służył mi do tej pory jako “iPod Touch undercover”. Wyobraźcie więc sobie moje zdziwienie na taki widok.

blackrain

Było ono tym większe, że od dawna wiadomości o udanych jailbreakach omijałem szerokim łukiem. Po drugiej próbie zrezygnowałem z zabawy. Z tego co pamiętam chyba najbardziej drażnił mnie sposób tworzenia instrukcji krok po kroku bez uwzględnienia błędów samego programu, nie wspominając o przemądrzałych geekach z YT serwującuch człowiekowi masę niepotrzebnych informacji. Tymczasem w przypadku blackra1n pisanie, jak się nim posłużyć jest zbędne. Mnie się udało, po prostu.

info za: iclarified.com

→ Zostaw KomentarzKategorie: iPhone
Otagowane: ,

Żegnaj, NewsFire

26 październik 2009 · 4 komentarzy

Jeszcze miesiąc temu byłem gotów bronić NewsFire jako prostego, przyjemnego  w obsłudze czytnika RSS. Zdania nie zmieniłem, pod tym względem program ma wiele do zaoferowania. Niestety, momentami brakuje mu wsparcia programisty przyglądającego się uważnie temu, w jaki sposób NF zachowuje się po aktualizacjach. Początkowo problemy były niewielkie- szwankowało na przykład dodawanie nowych subskrypcji. Często jednak wystarczało odpalić aplikację na nowo, by wszystko wracało do normy. Z tego co pamiętam, nie przeszkadzało mi nawet to, że program sam skłaniał do ponownego uruchomienia- problemy ze stabilnością zmalały i nie są obecnie tak dokuczliwe. W miejsce starych problemów pojawiły się nowe: NewsFire ma chwile słabości, zwłaszcza, gdy do wpisu dołączony jest film, etc. Zdarzyło mi się również doświadczyć przeniesienia notek do innego źródła i w tym momencie uznałem, że czas na zmiany.

To, co można zrobić z Google Reader z pomocą programu Fluid i kilku drobnych skryptów podobało mi się od początku. Podążając krok po kroku za instrukcjami napotykałem jednak na niespodziewany opór- w żaden sposób nie byłem w stanie zmienić zawartości jednego ze skryptów. Mogłem więc albo wrócić do NewsFire, albo zostać przy czytniku Google z jego paskudnym wyglądem. Moment, w którym Google ostatecznie zerwie z obecnym (od jak dawna?) designem, jest przeze mnie wyczekiwany dużo bardziej niż chociażby Chrome. Dziś, na próbę postanowiłem wrócić do Helvetireadera- udało się. Zmieniając punkt trzeci instrukcji na opcję “Open userscripts folder” i otwierając plik w TextEdit, można wkleić kod, który zmieni wygląd czytnika. Skutecznie i raz na zawsze.

Zachwyca lekkość, z jaką przechodzi się między subskrypcjami a przeglądarką- w końcu żadnych pauz. Te, choć krótkie, denerwowały mnie tym bardziej, że nie występowały zawsze i także tym razem, mogłoby ich nie być. Dodatkowe opcje obecne po najechaniu na blogonotkę, przewijanie, cały ten minimalizm łącznie z barwami złożyły się na efekt, którego pozazdrościć może każdy inny. A kolejna wersja podobno już  w drodze.

Z całego wpisu warty uwagi jest być może wyłącznie tip dotyczący wklejania skryptu, a to też niewiele. Wybaczcie więc i tym razem obejdzie się bez istotnych informacji. Po prostu nie mogłem się powstrzymać :)

Komentarzy: → 4Kategorie: Uncategorized

TruePreview

25 październik 2009 · Dodaj komentarz

Ten plugin pozwala użytkownikowi zdecydować, kiedy dana wiadomość powinna zostać oznaczona jako przeczytana. Przyznacie chyba, że sam fakt kliknięcia na emaila, nie jest równoznaczny z jego przeczytaniem. Jeśli chcecie temu zaradzić, ustalając czas, w jakim Mail uznać ma otrzymaną pocztę za przeczytaną, polecam ów dodatek.

Rzecz przyda się niespokojnym duchom- dzięki pluginowi czas podglądu treści zbliży się do faktycznego. Poza tym, do listów, na które nie zwróciliśmy wystarczająco dużo uwagi (albo na które nie zwróciliśmy uwagi wcale, jedynie klikając na nie) łatwiej jest wrócić.

Menu TruePreview

Menu TruePreview

Nie należy obawiać się, że czas, jaki ustaliśmy dla nowej poczty jest za długi- korzystając z dodatkowych opcjach widocznych w preferencjach programu Mail, można ustalić warunki, w jakich wiadomość zostaje natychmiast oznaczona jako przeczyta.

→ Zostaw KomentarzKategorie: Freeware · Mail · Użytkowe · tips&tricks
Otagowane: ,

Delibar

24 październik 2009 · 3 komentarzy

Wybaczcie przerwę, miesiące miodowe mają to do siebie, że rozleniwiają. Niewyobrażalnie.

Testuję dziś Delibar- klienta zakładek w serwisie Delicious, poniżej kilka uwag na temat.

Delibar

Do serwisu Delicious zaglądam bardzo rzadko, i mimo całego jego potencjału, mi służy przede wszystkim jako archiwum linków. Znajdując coś w sieci, coś, do czego kiedyś chciałbym się  odwołać w późniejszym czasie, polegam na dwóch programach – Evernote i  ShoveBox. Wybór zależy od tego, co chcę “zapamiętać”. Jeśli znajduję ciekawy artykuł, recenzje, listę przylotów, dane z rubryk, itd. korzystam z pierwszego. Jeśli chcę przechować link, do którego zajrzę na przykład za dwa miesiące, daleko od Maca, wklejam go do ShoveBoxa.

Problem w tym, że dobry link dobrze jest mieć zawsze przy sobie, a ostatni z wymienionych programów, na to nie pozwala. Co jakiś czas, segregując dane z SB, wrzucam więc linki do Delicious, nie musząc się głowić nad adresem strony tysiąc km od swojej bazy danych. Delibar, ma to umożliwić, w końcu podstawową funkcją programu jest właśnie umieszczanie danych w serwisie. Można zrobić to za pomocą nowej zakładki w pasku Safari (nie wiem, czy działa z innymi przeglądarkami), albo z pomocą dowolnie wybranego skrótu klawiszowego.

Delibar- skróty klawiszowe

Delibar- skróty klawiszowe

Inną sprawą, jest atrakcyjność, z jaką Delibar owe linki pozwala przeglądać. Sposób przedstawienia zakładek jest czytelny, ikona z lewej strony pomaga skojarzyć zakładkę ze stroną. Program może przefiltrować zakładki pod względem częstotliwości ich uzycia z pomocą jednego kliknięcia (zakładka Saved), lub z pomocą skrótów.

Delibar- główne okno programu

Delibar- główne okno programu

Jeśli natomiast chcę podzielić się informacjami z moich zakładek, mogę skorzystać zarówno z adresu url, wydzielonego wprost z zakładki- mogę również poinformować osoby via Twitter, Facebook i z pomocą serwisu bit.ly (skróty url).

Delibar

Po skonfigurowaniu programu można skorzystać z opcji ukrycia okna w Docku. Ikona w górnej belce wystarczy, by zacząć zarządzać zakładkami w prosty i przyjemny sposób.

edit: w trakcie korzystania z programu przyszedł mi do głowy jeszcze jeden sposób wykorzystania jego możliwości. Można m.in. wykorzystać aplikację do tworzenia zestawu pogrupowanych według tagów stron internetowych, z których skorzystać będzie można w pracy lub chociażby przy okazji czyszczenia danych z przeglądarki. Zajrzałem więc do najczęściej otwieranych stron, pogrupowałem potrzebne mi przy różnych zadaniach portale, uzyskując dwie grupy. Naturalnie, im dłuższy zestaw, tym większy sens ma tworzenie tych grup. Następnie wystarczy wpisać tag w Recent, wybrać ikonę opcji “detach this search” (prawy dolny róg okna Delibar) i przenieść tak utworzony zestaw w wolne miejsce ekranu. Dzięki temu rozwiązaniu uzyskałem eleganckie menu, do którego będę się mógł odwołać w razie potrzeby, nie tracąc czasu na przypominanie sobie, jak dokładnie dana strona się nazywała, jakiej było jej rozszerzenie.

Komentarzy: → 3Kategorie: Odkryte na nowo · Użytkowe · shareware

Więcej wsparcia dla Snow Leoparda!

17 wrzesień 2009 · 6 komentarzy

Z zaskoczeniem muszę przyznać, że odstawienie wielu dodatków i cierpliwe czekanie na ich nowe, dostosowane do Snow Leoparda, wersje przychodzi mi z pewną łatwością. Mieszane uczucia pojawiają się dopiero wtedy, gdy w grę wchodzi opieszałość ze strony znanych firm, od lat współpracujących z Apple. Programy wielu z nich w nowej wersji nie działają jak powinny, lub po prostu- nie działają wcale.

Chyba największym jak dotąd problemem była sprawa drukarki Canona, której firmowy soft po zainstalowaniu systemowych sterowników do niej odmówił posłuszeństwa. Brzydki i wolny program do zarządzania moim kombajnem od tego czasu nie chce przyjąć do wiadomości istnienia skanera. Natomiast same skany robi się znakomicie z poziomu preferencji systemowych. Cieszy przede wszystkim szybkość ich wykonywania i brak potrzeby obrabiania skanów z białych fragmentów. Nieco podobnie przedstawia się sprawa wsparcia ze strony Logitech. Mam nadzieję, że aktualizacja oprogramowania do mojej myszki rozwiąże problem niedziałających pod Snow Leopardem bocznych przycisków…


Bywa jednak i tak, że współpracy odmawiają ulubione programy 3rd Party- w moim przypadku dzieje się tak z Glims, co jestem w stanie przeżyć, i z Quicksilverem, co skazuje mnie na niepomyślne próby odpalenia jakiejś aplikacji z pomocą skrótu klawiszowego. Takich problemów jest oczywiście dużo więcej- nie działa Flip4Mac, AdBlock, czy Wide Mail, a Flash stał się okropnie pamięciożerny.

Jeśli zaś chodzi o Quicksilver problemem są zainstalowane pluginy. Najprostszym sposobem wydaje się więc po prostu odinstalowanie ich w starszej wersji, a jeśli na to za późno, usunięcie ich z katalogu (~Library/Applications Support/Quicksilver/Plugins). Nie wiadomo, który dokładnie wywołuje ów problem, trzeba wiec usunąć wszystkie- niestety, takie rozwiązanie spowoduje co prawda, że QS się uruchomi, nie da się jednak nic wpisać do jego okna.

Ja jednak dowiedziałem się o tym po fakcie, mając już zainstalowanych kilka ulubionych pluginów w zaktualizowanym Quicksilver…Po prostu, zamiast sprawdzić, czy wszystko jest w porządku, szukałem tego, który może wywoływać problem z uruchomieniem aplikacji. Nie pozostało mi nic innego, jak spróbować zainstalować program raz jeszcze. Na pierwszy rzut oka, może wydawać się to równie dyletanckim rozwiązaniem, skoro jednak pluginy już nie blokują programu, wszystko powinno zadziałać- i faktycznie, pomogło.

Quicksilver działa- to najważniejsze. Zainstalowane pluginy powiązane są z Growl, iCal, iChat, Image Manipulations, Google Calendar, Apple Mail i Adress Book. Szkoda, że o całym problemie nie można dowiedzieć się chociażby z pliku readme, prostej wiadomości typu: “przy aktualizacji, odinstaluj pluginy, niektóre wywowołują problemy”- coś w tym stylu naprawdę mogło by pomóc.

W tym momencie zamykam pierwszy okres istnienia tego bloga. Z okazji zbliżającego się wyjazdu i braku jakiegokolwiek kontaktu z Macami i Internetem przez następne 4 tygodnie, w tym miejscu chciałbym podziękować za wsparcie przy pisaniu. Również tych kilka tysięcy odwiedzin dla początkującego blogera stanowi powód satysfakcji. Dzięki.

Komentarzy: → 6Kategorie: Snow Leopard

Slife: statyski korzystania z Maca

11 wrzesień 2009 · 3 komentarzy

Na ciekawy pomysł wpadli twórcy programu Slife, który monitoruje czas użycia aplikacji i we wsparciu o stronę internetową buduje statystyki. Jeśli ciekawi Was, jak przedstawiają się one w waszym przypadku, która z aplikacji jest najpopularniejsza, chcielibyście wiedzieć, ile czasu poświęcacie pracy, ile rozrywce- zachęcam do testów.

Na stronie użytkownika Slife tworzony jest obraz aktywności w oparciu o programy z których korzysta i strony internetowe, które odwiedza. Jest on aktualizowany w każdej chwili:

Slife- statystki korzystania z programów

Slife- statystki korzystania z programów

Najczęściej używane aplikacje

Najczęściej używane aplikacje

Dane te ułożą się w plan tygodniowy, miesięczny, a nawet roczny. Dostęp do nich użytkownik ma bezpośrednio na stronie Slifeweb.com. Będzie można je oglądać w dziale Dashboard.

Slife oferuje statystyki aktywności całego komputer i dla poszczególnych aktywności, np. prezentacji, artykułu, itd. W przypadku darmowego konta możliwe śledzenie tylko jednej z nich. Nic jednak nie wskazuje na to, by ograniczenia dotyczyły statystyk z użytkowania programów i stron. Miłego śledzenia

Komentarzy: → 3Kategorie: Ciekawostki
Otagowane:

Home Sharing w iTunes 9

10 wrzesień 2009 · 2 komentarzy

Można by pomyśleć, że rozwiązanie to służyć ma jedynie ludziom, którzy wolne chwile wolą spędzać na słuchaniu muzyki niż na bieganiu z pendrivem od komputera do komputera. Chyba jednak najlepszą rzeczą w przypadku Home Sharing jest potencjał, jaki tkwi w tym rozwiązaniu- iPhoto, dokumenty do druku, filmy z dysku, wszystko aż się prosi o rozszerzenie funkcjonalności nowej opcji iTunes. Celem więc byłoby stworzenie multimedialnego centrum w każdym, że tak powiem, gospodarstwie domowym :) Home Sharing to w końcu nic innego jak rozszerzenie możliwości AirPort, które do tej pory rozwijało skrzydła wspierane przez AirPort Extreme czy Time Capsule. Tym razem jednak otrzymujemy narzędzie sprowadzające jego obsługę do “one-click”.

Home Sharing w iTunes 9

Home Sharing w iTunes 9

HM wymaga podania hasła do konta iTunes Store. Poza oczywistymi oczywistościami, zaletą takiego rozwiązania jest dostęp do “Geniusza” drugiego użytkownika. W jego najnowszej wersji oznacza to na przykład skorzystanie z gotowych miksów, ułożonych według zawartości biblioteki. Kolejnym kapitalnym rozwiązaniem jest możliwość skorzystania z playlist użytkownika i ułatwienie sobie sprawy z przeszukiwaniem zawartości biblioteki tylko o rzeczy, których sami nie posiadamy. Można na przykład skorzystać z opcji 25 najczęściej granych utworów i na bieżąco obserwować ewolucję muzycznych gustów użytkowników.

Home Sharing pozwala więc zdefiniować nasze zasoby jako jedną wielką domową bibliotekę. Wraz z tym rozwiązaniem kończy się zaśmiecanie dysków kopiami tego, co i tak znajduje się w domu- czy będzie to ulubiony film dziadka, czy playlista siostry, ich odtworzenie nie będzie stanowić żadnego problemu.

Komentarzy: → 2Kategorie: kino na macu · multimedia
Otagowane: