miało być…

o aplikacjach, tymczasem dowiedziałem się, że iPad sprzedawany będzie w Niemczech przez dwóch operatorów innych niż słynący z bezsensownych cen T-Mobile. No i włączyło mi się chcenie porównywalne z tym przy zakupie pierwszego iMaca. Godnie zniosłem jego ulepszone wersje, poradziłem sobie z wprowadzeniem odmienionych MacBooków Pro, ale uczucie wróciło i jest. Zamiast więc tłumić to w sobie, zapytam wprost: czym mógłby stać się iPad dla mnie?

To zwykły truizm, ale byłby on pierwszym urządzeniem mobilnym, z jakiego chciałbym korzystać. Ostatnie zabiegane tygodnie wyleczyły mnie skutecznie z miłości do laptopów, w przedłużających się podróżach też chętniej sięgam po iPhona, i to od dawna zresztą. Kolejna sprawa dotyczy mojego sposobu pracy z komputerami w ogóle, z których w większości korzystam do, mówiąc bardzo ogólnie, czytania i pisania. Te dwie czynności towarzyszą mi bez przerwy, potrzebuję ich po obudzeniu się (iMac) i przed zaśnięciem (iPhone). Poza tym, jak tu pominąć fakt, że połowa przyjemności z czytania polega na przyjemności nie siedzenia przy biurku? Tymczasem cały zestaw cyfrowych informacji płynących z kanałów RSS, plików tekstowych i PDF, stron internetowych, czy wszelkiego rodzaju przechowalni (Dropbox, Instapaper czy Notational Velocity, ze wszystkich korzystam równie namiętnie) w taki czy inny sposób z unieruchamia, uzależnia od wtyczki, kabli, itd. iPad w tym kontekście jest dla mnie tym małym krokiem do przodu, czymś takim, z czym mieliśmy do czynienia w przejściu od magnetofonu do iPoda, naturalną konsekwencją tych wszystkich innych kroków (walkman chociażby) pomiędzy.

O wątpliwościach, a tych jest również kilka, opowiem po pierwszym zetknięciu z ustrojstwem. Tym, co mnie zastanawia, to choćby wygoda pisania na urządzeniu. Odnoszę wrażenie, że bez podkładki lub jakiegoś rodzaju docka, stukając w klawisze łatwo wprowadzić iPada w chybotanie. Innymi poważniejszymi kwestiami podzielę się z czasem, jest jeszcze trochę czasu, a spływające zewsząd informacje z pewnością jakoś go wypełnią.

PS. Przypominam o przenosinach na adres appologia.pl, myślę, że do końca tygodnia oznajmię o ostatecznym zakończeniu pisania w tym miejscu.

Powrót z zaświatów

Wracam do pisania. W ubiegłym czasie zmieniło się niespodziewanie wiele- miesiące daleko od komputera, netu, feedów z czytnika, wierzcie mi na słowo, to ma swoje dobre strony.  Wszystko wskazuje jednak, że przez najbliższe miesiące nie ruszę się z miejsca, a jeśli nawet, to odległości nie powinny być już liczone w okolicach tysiąca kilometrów.

Między jednym a drugim wyjazdem zdążyłem omówić z MaTraXem kwestię przenosin tego bloga. Appologia.pl już działa, na razie są tam tylko starsze wpisy. Chciałbym serdecznie podziękować mojemu nowemu Administratorowi, bez którego byłoby to niemożliwe- dzięki stary!

W tej chwili zajmuję się głównie wizualną stroną nowej Appologii- jak tylko znajdę odpowiadający mi temat, zacznę wklejać nowe posty. Jeśli o nie chodzi, dwa, może trzy kolejne wpisy pojawią się symultanicznie na obu blogach, o zawieszeniu pisania w tym miejscu poinformuję Was prędzej czy później.

update: Rucksack i sprawa licencji

Ponieważ przy tego typu promocjach zdarzają się różne rzeczy, chciałbym potwierdzić otrzymanie licencji- promocja jest w godna zaufania, a aplikacja godna polecenia.

Jeśli w ciągu kilku godzin nie otrzymacie maila z licencją, warto napisać na podany na stronie adres (w treści listu podajcie adres mailowy, z jakiego korzystaliście ubiegając się o licencję).

Rucksack- licencja za tweeta

Na Macbuzzer trwa właśnie promocja Rucksack, aplikacji zarządzającej formatami archiwów. Jak podałem w tytule, warunkiem otrzymania licencji jest wysłanie tweeta. Warto spróbować (ja wciąż czekam na swoją licencję) choćby ze względu na fakt, że Rucksack tworzy i rozpakowuje archiwa, do których zwykle trzeba co najmniej dwóch różnych programów.

W przeciwieństwie do samej promocji, Rucksack jest bardzo sprawnym narzędziem, o prostym i przejrzystym interfejsie. Poza funkcjonalnością Rucksack wyróżnia wygląd i dbałość o szczegóły- zestaw ikon dla archiwów bardzo mi odpowiada.

Jeśli pozwolimy nowemu programowi zarządzać archiwami w formacie .zip, tworzenie takiego archiwum (przy kliknięciu prawym przyciskiem myszy na katalog,  wybranie opcji kompresuj) nie przywoła aplikacji w Docku, ale utworzy nowy plik w ciągu sekundy. Jeśli natomiast potrzebujemy archiwum w innym formacie, wystarczy otworzyć program i przerzucić do niego katalog.

Cóż, nawet jeśli promocja nie wypali, ja jestem w tym momencie absolutnie przekonany do tego programu.

3 aplikacje…

Kilka zdań na temat aplikacji, które nie opuszczają mnie od przeszło dwóch tygodni.

Notational Velocity. Do tej pory żadna z aplikacji organizujących moje notatki nie przylgnęła do mnie równie szybko, co NV. W przeciwieństwie do programów służących przechowywaniu zasobów (notatek, linków, etc.), Natational okazuje się świetnym miejscem do rozpoczęcia pracy. Wiele komentarzy zwraca uwagę na minimalizm aplikacji- NV jest skonstruowany w ten sposób, by o sposobie jego działania użytkownik dowiedział się po rozpoczęciu pracy.

Okno aplikacji składa się z trzech elementów- paska tytułu, który działa jednocześnie jako wyszukiwarka. Środkowy element to miejsce z wynikami wyszukiwania(2), zaś główne okno służy do edycji tekstu notatki. Funkcje Notationa Velocity zwalniają użytkownika z organizowania notatek. Każdą z nich można przeszukać z pomocą dowolnego słowa, którego użyliśmy pisząc. W praktyce program okazuje się więc alternatywą dla TextEdit, którego niemiłosiernie nadużywałem zapychając kolejne foldery plikami „bez nazwy”.

Na koniec dodam, że NV ma wbudowaną opcję synchronizacji notatek z Simplenote, co umożliwia mi ich odczytanie na iPhonie, a przeniesienie archiwum programu do katalogu w Dropboxie daje możliwość skorzystania z nich na innych komputerach (nie wspominając o backupie). Notational jest darmowy, minimalistyczny, wspaniały.

Rocketbox to plugin, który testuję od niedawna, i co do której nie jestem jeszcze w pełni przekonany. Choć działa wspaniale, znacznie wspierając możliwości przeszukiwania emaili, przydaje mi się jedynie w przypadku tych listów, do których nie miałem jeszcze czasu przypisać odpowiedniej reguły w Mail. Jeśli dzięki regułom jestem w stanie zapanować nad spływającymi do mnie regularnie listami (niewslettery, powiadomienia, osoby,  z którymi koresponduję regularnie, tematy), inteligentne katalogi pozwalają mi filtrować listy na kilka innych sposobó, to Rocketbox jest wtyczką, która pozwoliłaby zaoszczędzić czas, jaki poświęciłem tworzeniu wyżej wspomnianych.

Wtyczka ta umożliwia odszukanie wszystkich listów związanych z daną osobą, tematem, czy słowem z listu. Wyniki przegląda się w osobnym oknie i, trzeba przyznać, są imponujące. Poza listą emaili podzieloną na listy z załącznikami, listy, na które odpowiedziałem, itd.  RocketBox podaje wszelkie dodatkowe informacje takie jak skrzynki pocztowe, w których znajdują się wyniki, konta, z którego prowadzona jest korespondencja, itd.

Plugin przyda się więc każdemu narzekającemu na brak organizacji użytkownikowi. Swego czasu planowałem sporządzenie kilku notatek wyczerpujący temat wtyczek dla Mail, problem z nimi jest taki, że ich żywotność znacznie ograniczają systemowe aktualizacje. Pozostaje mieć tylko nadzieję, że płatny RocketBox nie podzieli ich losu.

Na koniec: NetNewsWire dla iPhona. Dla mnie cudo. Doceniam przede wszystkim za czytelność, rozmieszczenie elementów i usunięcie wszystkich niepotrzebnych opcji. Nie potrafię zrozumieć, dlaczego autorzy nie pokusili się o pójscie tym tropem i zmianę wyglądu aplikacji dla Maców- tak wyglądająca aplikacja jest dla mnie szczytem marzeń. NNW współpracuje z Instapaper i jest to jedyna opcja, której oczekiwałem.

Usprawnienie wysyłania załączników dzięki Filemailer

Filemailer to dobra darmowa aplikacja wspierająca użytkownika w wysyłaniu maili z załącznikami. W jaki sposób? Oddzielając od siebie dwie czynności- pisanie maila i wysyłanie załącznika. Filemailer zwalnia z obowiązku pisania całego listu po to tylko, by wysłać obiecany plik, i zastąpić go jednym standardowym zdaniem.

W wersji darmowej edycja tej formułki jest niemożliwa, wpisanie w to pole czegoś od siebie w stylu „oto plik, na który czekałeś” wiąże się z potrzebą wykupienia licencji. Pomijając ten fakt, szybka konfiguracja z konta, a następnie utworzenie grup użytkowników (jeśli wysyłanie załączników należy do codziennych obowiązków) jest proste i bardzo przydatne. Później wystarczy już tylko przeciągnąć plik… gotowe!

domyślna treść listu z załącznikiem

Kolejnym argumentem przemawiającym na korzyść Filemailer jest to, iż aplikacja ta nie pozwala klientowi poczty zbytnio przybrać na wadze- nasze załączniki przechowywane są wówczas jedynie na serwerach poczty. Żaden z większych plików nie zapycha już archiwum wysłanych maili.

Uwaga użytkownicy gmaila: przy konfiguracji konta skorzystajcie z portu 465:

poprawnie skonfigurowane konto gmail

Filmy i programy TV w bibliotece iTunes dzięki iFlicks

Umieszczenie wszystkich plików multimedialnych w iTunes uznałbym ze spokojem za rozwiązanie idealne, gdyby nie prosty fakt: jest to (lub raczej było) rzeczą niemalże niewykonalną. Rozwiązanie takie jest warte zachodu, ponieważ:

-wszystkie pliki znajdują się w programie, do którego obsługi przyzwyczaiłem się lata temu, co łączy się z dużą wygodą.

- mam możliwość przeglądania zawartości biblioteki na kilka sposobów, w tym także z pomocą Front Row, z którego lubię korzystać jednocześnie będąc kilka metrów od klawiatury.

- oba powyższe powody zwalniają mnie z posiadania innych programów do obsługi multimediów

- z pomocą opcji udostępniania (Home Sharing) filmy oglądać mogę na obu komputerach, bez potrzeby biegania z pokoju do pokoju z pendrivem.

- mam możliwość skorzystania informacji dodatkowych nt. filmu czy serialu, bez grzebania w portalach internetowych.

- korzystając z dysku zewnętrznego mogę podzielić bibliotekę na archiwum (rzeczy, które chcę przechować, ale do których nie zamierzam wracać przy najbliższej okazji), i plikami, z których zamierzam skorzystać w najbliższym czasie.

Oto kilka podstawowych powodów, które przychodzą mi na myśl. Nie będę jednak mówić o ograniczeniach i przeszkodach, jakie stają na drodze do scalenia biblioteki- i to z prostego powodu: ograniczenia te mam w zasadzie za sobą.

Problem napisów poruszałem już na tym blogu, teraz po prostu rzucę hasło: SRTool. Kluczowym jest tu inny program: iFlicks.

Dzięki niemu mogę połączyć kopię filmu z informacjami o nim, przenieść kopię do iTunes bez potrzeby konwersji (opcja Flatten to QuickTime…), co łączy się z zaoszczędzeniem czasu, utworzyć wersję dla iPhona, bez najmniejszych problemów.

Później pozostaje mi tylko przenieść plik srt z napisami do katalogu z filmem, a napisy będą widoczne również na drugim komputerze (opcja Home Sharing). W sieci znajdziecie kilka recenzji programu, ja wstrzymam się z jednego powodu: efekt, jaki osiągnąłem z pomocą iFlicks, nie pozwala mi spojrzeć na niego obiektywnie, pozostaje mi tylko go chwalić, pozwólcie więc, że skończę w tym miejscu.