Category Archives: kino na macu

Filmy i programy TV w bibliotece iTunes dzięki iFlicks

Umieszczenie wszystkich plików multimedialnych w iTunes uznałbym ze spokojem za rozwiązanie idealne, gdyby nie prosty fakt: jest to (lub raczej było) rzeczą niemalże niewykonalną. Rozwiązanie takie jest warte zachodu, ponieważ:

-wszystkie pliki znajdują się w programie, do którego obsługi przyzwyczaiłem się lata temu, co łączy się z dużą wygodą.

– mam możliwość przeglądania zawartości biblioteki na kilka sposobów, w tym także z pomocą Front Row, z którego lubię korzystać jednocześnie będąc kilka metrów od klawiatury.

– oba powyższe powody zwalniają mnie z posiadania innych programów do obsługi multimediów

– z pomocą opcji udostępniania (Home Sharing) filmy oglądać mogę na obu komputerach, bez potrzeby biegania z pokoju do pokoju z pendrivem.

– mam możliwość skorzystania informacji dodatkowych nt. filmu czy serialu, bez grzebania w portalach internetowych.

– korzystając z dysku zewnętrznego mogę podzielić bibliotekę na archiwum (rzeczy, które chcę przechować, ale do których nie zamierzam wracać przy najbliższej okazji), i plikami, z których zamierzam skorzystać w najbliższym czasie.

Oto kilka podstawowych powodów, które przychodzą mi na myśl. Nie będę jednak mówić o ograniczeniach i przeszkodach, jakie stają na drodze do scalenia biblioteki- i to z prostego powodu: ograniczenia te mam w zasadzie za sobą.

Problem napisów poruszałem już na tym blogu, teraz po prostu rzucę hasło: SRTool. Kluczowym jest tu inny program: iFlicks.

Dzięki niemu mogę połączyć kopię filmu z informacjami o nim, przenieść kopię do iTunes bez potrzeby konwersji (opcja Flatten to QuickTime…), co łączy się z zaoszczędzeniem czasu, utworzyć wersję dla iPhona, bez najmniejszych problemów.

Później pozostaje mi tylko przenieść plik srt z napisami do katalogu z filmem, a napisy będą widoczne również na drugim komputerze (opcja Home Sharing). W sieci znajdziecie kilka recenzji programu, ja wstrzymam się z jednego powodu: efekt, jaki osiągnąłem z pomocą iFlicks, nie pozwala mi spojrzeć na niego obiektywnie, pozostaje mi tylko go chwalić, pozwólcie więc, że skończę w tym miejscu.

Home Sharing w iTunes 9

Można by pomyśleć, że rozwiązanie to służyć ma jedynie ludziom, którzy wolne chwile wolą spędzać na słuchaniu muzyki niż na bieganiu z pendrivem od komputera do komputera. Chyba jednak najlepszą rzeczą w przypadku Home Sharing jest potencjał, jaki tkwi w tym rozwiązaniu- iPhoto, dokumenty do druku, filmy z dysku, wszystko aż się prosi o rozszerzenie funkcjonalności nowej opcji iTunes. Celem więc byłoby stworzenie multimedialnego centrum w każdym, że tak powiem, gospodarstwie domowym 🙂 Home Sharing to w końcu nic innego jak rozszerzenie możliwości AirPort, które do tej pory rozwijało skrzydła wspierane przez AirPort Extreme czy Time Capsule. Tym razem jednak otrzymujemy narzędzie sprowadzające jego obsługę do „one-click”.

Home Sharing w iTunes 9

Home Sharing w iTunes 9

HM wymaga podania hasła do konta iTunes Store. Poza oczywistymi oczywistościami, zaletą takiego rozwiązania jest dostęp do „Geniusza” drugiego użytkownika. W jego najnowszej wersji oznacza to na przykład skorzystanie z gotowych miksów, ułożonych według zawartości biblioteki. Kolejnym kapitalnym rozwiązaniem jest możliwość skorzystania z playlist użytkownika i ułatwienie sobie sprawy z przeszukiwaniem zawartości biblioteki tylko o rzeczy, których sami nie posiadamy. Można na przykład skorzystać z opcji 25 najczęściej granych utworów i na bieżąco obserwować ewolucję muzycznych gustów użytkowników.

Home Sharing pozwala więc zdefiniować nasze zasoby jako jedną wielką domową bibliotekę. Wraz z tym rozwiązaniem kończy się zaśmiecanie dysków kopiami tego, co i tak znajduje się w domu- czy będzie to ulubiony film dziadka, czy playlista siostry, ich odtworzenie nie będzie stanowić żadnego problemu.

Coś dla fanów seriali cz. 2: iWatchTV

Jakiś czas temu opisywałem KavaMovies, aplikację, która pozwala przeglądać podstawowe dane na temat filmu, śledzić czas do ich premiery, ma też tę wspaniałą cechę, jaką jest odnajdywanie perełek w amazon i wśród torrentów. Dziś pora na iWatchTV, który w swym działaniu skupia się przede wszystkim na tej ostatniej z wymienionych funkcji. Program ten pozwala odszukiwać aktywne źródła odcinków seriali i napisów do nich.

Obsługa iWatchTV jest banalna: w puste okno nowego serialu wpisujemy tytuł serialu, następnie zaznaczamy rubrykę dane i wybieramy dostępny plugin, pozwalający pobrać informacje z epguides.com. Program pozwala przeglądać dane na temat daty ukazania się danego epizodu, etc.

Teraz, odhaczając źródło plików możemy obserwować wyniki wyszukiwań. W moim przypadku iWatchTV odszukał pliki dopiero, gdy zaznaczyłem XTVi, jako ich źródło. To jednak nie powinno stanowić problemu, każdy znajdzie tam bez przeszkód popularne pliki.

iWatchTV

iWatchTV

Jeśli zaś chodzi o napisy- z dyskusji pod wcześniejszymi postami wynika, że większość użytkowników świetnie radzi sobie z ich wyszukiwaniem. Ja, swoim zwyczajem, lubię korzystać z napisów w obcych językach- jeśli takie rozwiązanie kogoś zainteresuje, polecam zaznaczenie SeriesSub.com jako ich źródła.

Wyniki wyszukiwań z dwóch powyższych źródeł można przeglądać klikając na  ikony napisów lub plików torrent w dolnej części programu. Z jakiegoś tajemniczego powodu, ikony na prawo od nazwy odcinka są w moim przypadku nieaktywne i nie mogę tego zmienić.

Jak widać, z  programu ciężko jest po prostu skorzystać w innym celu, jak tylko przy pobieraniu plików. Wyraźnie postawiono tu na pragmatyzm, choć sądzę, że aplikacja z pluginem do wikipedii, czy portali recenzenckich również miałaby przyszłość. iWatchTV to jednak darmowa aplikacja, a w takich przypadkach nie ma co wybrzydzać. Smacznego.

Filmy, napisy, gadżety: RoadMovie i Submerge

Całkiem niedawno Jörgen Isaksson skończył pracę nad nową wersją RoadMovie, programem eksportującym filmy na urządzenia przenośne. Tym razem rozszerzył ofertę o wersje przeznaczone do publikacji w sieci i upload do serwisu YouTube (dokładna lista możliwości programu znajduje się na stronie).

RoadMovie- możliwości eksportu
Oczywiście program nie mógł obyć się bez renderowania napisów, mojej ulubionej funkcji, polegającej na dopasowaniu znalezionych napisów do posiadanej wersji filmu- była ona dostępna już w Submerge i nadal sprawuje się przyzwoicie. Wystarczy dodać film, który zripowaliśmy sobie z płyty, dodać napisy w formacie .srt, .sub lub micro DVD, a program je dopasuje. Jeśli napisy są w wersji polskiej należy pamiętać o tym, by w „Encoding” wybrać ISO latin 2.

RoadMovie- kodowanie

RoadMovie nie nastręcza żadnych problemów, jest posty w użyciu i nie wymaga dłuższych wprowadzeń. Ciekawostką, z której co prawda jeszcze nie skorzystałem, jest możliwość wrzucenia do programu kilku filmów i stworzenie kolejki- rzecz jest do wypróbowania, obawiam się jednak zaburzeń stabilności, które zdarzały się wcześniej.
Na konwersję standardowej długości filmu potrzeba ok. 1,5 do 2 godzin- dokładnie takie same wyniki osiąga dużo tańszy Submerge. Wydaje mi się, że od nowego dzieła można było spodziewać się zmian w tym względzie, zwłaszcza, że wspomina się o nowym, szybszym sposobie konwersji. W tym momencie pozostaje mieć program na oku, korzystniejszym rozwiązaniem będzie pozostanie przy Submerge.

W tym odcinku…

zacznę od wspomnień, a dokładnie od Kavamovies (link do tekstu). Jak wiadomo, jest to program dla kinomaniaków, osób szukających informacji o rzadkich filmach a czasem, po prostu, dostępu do nich. Kolejnym z cyklu był Automatic (link), nomen omen, automatycznie pobierający nowe pliki p2p- i to zaraz po ich ukazaniu się na stronach internetowych. Oba programy wymagały pewnego doświadczenia ze strony użytkownika, tym razem coś absolutnie dla newbies – Ted.
Jeśli chodzi o nazwę, autor nie pokwapił się nawet wymyślić czegoś zaczynającego się literą „i”- program w swej prostocie jest jednak dobrym rozwiązaniem dla kogoś, kto nie chce spędzać wieczoru na poszukiwaniach, raczej, na oglądaniu kolejnego odcinka, nie wiem, dajmy na to True Blood.
Po zamontowaniu programu w katalogu, warto przyjrzeć się ustawieniom, wybrać katalog pobierania, zaznaczyć, według uznania, czy program ma pobierać pliki skompresowane (zip, rar, itd.). Później czeka nas już tylko wybranie z listy nazwy serialu, Ted zadba o resztę, czyli odszuka najnowszy odcinek, pobierze plik i przekaże go do Transmission Taki z niego poczciwy typ.
ted
Program jest w wersji polskiej, współpracuje z Growl. Jest całkiem ok.

iSubtitle- Napisy w filmach na iPhone i iPod Touch.

Trwałe umieszczenie ścieżki dialogowej w filmie zainteresowało mnie dopiero przy starciu z odtwarzaczem DVD, który, owszem, rozpoznawał napisy, nie radził sobie jednak z polskimi znakami. Przyglądając się aplikacji iSubtitle uległem pokusie umieszczania napisów również w filmach oglądanych na iPhonie, w iTunes, czy QuickTime.

Program wymaga od nas posiadania pliku z napisami w formacie .srt, by w takową się wyposażyć, skorzystałem z minimalistycznego SRT Tool, który w sekundę przystosował plik .txt  wymaganego formatu. Po otwarciu interesującego filmu w iSubtitle należy załadować napisy klikając na plus w oknie ustawień.

Po dołączeniu napisów pojawia się pole do popisu dla użytkownika- musi on wybrać odpowiednie kodowanie napisów. Program rozpoznał (błednie) język napisów jako angielski- zmieniam to, wybierając polski z listy języków.  Teraz pozostaje sprawa kodowania. Według dołączonego do programu tutorialu opcja „guess” sprawdza się przy odgadywaniu, jakiego kodowania wymagają napisy- z praktyki wynika co innego. Wybierając więc dowolną scenę w filmie sprawdzam, w jaki sposób wyświetlają się napisy, przy kodowaniu Windows Latin 2 wygląda to tak:

kodowanie Windows Latin 2

Wybieram więc polski z kodowaniem Unicode UTF-8 i to samo zdanie w ludzkiej formie wygląda następująco:

kodowanie UTF-8

(uwaga: przy zmianie kodowania wybrany język wyłącza się, należy ponownie odhaczyć go na liście).

Teraz, klikając na „Action”, wystarczy wybrać format, w jakim zapisany ma być film z dostosowanymi napisami.

Action

Cały proces trwa chwilkę- około minuty. By odtworzyć napisy w QuickTime, czasami trzeba wybrać język z listy w oknie widoku, w iPhonie i iTunes podstawowe menu zawierać będzie chmurkę z napisami:

Obrazek 10

Voila!

Zbiory filmowe na Macu #1.

Jeśli coś cieszy mnie dziś bardziej niż odkrycie tej genialnej aplikacji, to chyba tylko fakt, iż jej podobnych jest co najmniej kilka. Zanim je przetestuję, pozwolę sobie w tym miejscu lekko zawyć z radości. Już.

Obrazek 7

Od dłuższego czasu szukałem aplikacji, która pozwoli mi zorganizować i pamiętać o filmach, których do tej pory nie obejrzałem, o których mało wiem, lub na których premierę czekam od chwili, gdy dowiedziałem się o podjęciu pracy nad nimi. Niczego takiego nie znalazłem, święcie przekonany, że nie istnieje- założyłem więc konta na portalach filmowych, inne, jak na przykład Reelz postanowiłem subskrybować. Efekt? Kilkanaście propozycji do obejrzenia tygodniowo, wiecznie zapchane łącze, a po miesiącu- białe plamy i rozpacz, bo zapomniałem, jakiegoś tytułu. Zdesperowany zacząłem wpisywać daty premier do iCal. No i dziś stało się, znalazłem coś, co nazywa się KavaMovies.

Możliwości programu powaliły mnie połączeniem prostoty z przewidywaniem oczekiwań kinomaniaków- nie pominięto żadnego klucza, według którego starałem się kiedykolwiek znaleźć coś wyjątkowego. Listę rzeczy do obejrzenia można więc utworzyć na przykład według nagród filmowych – od nagród Akademii po berlińskiego Misia. A poza tym- według słów kluczowych, reżyserów, aktorów, języków, itd. Chcielibyście wiedzieć, kto był nominowany w Cannes w 1946? W ilu filmach zagrał, nie wiem, John Deep? Wystarczy wybrać właściwą rubrykę i voila! Równie łatwo można tu znaleźć film przed premierą- pierwszym tytułem, jaki wpisałem, był Moon- zaraz po naciśnięciu klawisza enter miałem wszystkie dane na jego temat pobrane z IMDB.

Obrazek 5

Jak widać, film możemy przydzielić do danych kategorii zwyczajnie klikając na buttony pod zdjęciem i w ten sposób przydzielić go do odpowiedniej rubryki- w tym przypadku będzie to oczywiście „want to see”. Ale to jeszcze nie wszystko. Oto, co widnieje w pasku górnym:

Obrazek 6

Okazuje się, że szukając jakiegoś filmu możemy skorzystać z bazy iTunes, przejrzeć informacje w Wikipedii, poszukać w filmu w Amazon, lub po prostu poszukać aktywnego torrenta z filmem. To ostatnie zostawię bez komentarza. Jak mówiłem na początku tego postu- rozejrzę się, co do zaoferowania ma konkurencja i dopiero potem przydzielę aplikacji tag „must have”. Na dzień dzisiejszy wygląda na to, że całkiem zasłużenie.