Category Archives: shareware

3 aplikacje…

Kilka zdań na temat aplikacji, które nie opuszczają mnie od przeszło dwóch tygodni.

Notational Velocity. Do tej pory żadna z aplikacji organizujących moje notatki nie przylgnęła do mnie równie szybko, co NV. W przeciwieństwie do programów służących przechowywaniu zasobów (notatek, linków, etc.), Natational okazuje się świetnym miejscem do rozpoczęcia pracy. Wiele komentarzy zwraca uwagę na minimalizm aplikacji- NV jest skonstruowany w ten sposób, by o sposobie jego działania użytkownik dowiedział się po rozpoczęciu pracy.

Okno aplikacji składa się z trzech elementów- paska tytułu, który działa jednocześnie jako wyszukiwarka. Środkowy element to miejsce z wynikami wyszukiwania(2), zaś główne okno służy do edycji tekstu notatki. Funkcje Notationa Velocity zwalniają użytkownika z organizowania notatek. Każdą z nich można przeszukać z pomocą dowolnego słowa, którego użyliśmy pisząc. W praktyce program okazuje się więc alternatywą dla TextEdit, którego niemiłosiernie nadużywałem zapychając kolejne foldery plikami „bez nazwy”.

Na koniec dodam, że NV ma wbudowaną opcję synchronizacji notatek z Simplenote, co umożliwia mi ich odczytanie na iPhonie, a przeniesienie archiwum programu do katalogu w Dropboxie daje możliwość skorzystania z nich na innych komputerach (nie wspominając o backupie). Notational jest darmowy, minimalistyczny, wspaniały.

Rocketbox to plugin, który testuję od niedawna, i co do której nie jestem jeszcze w pełni przekonany. Choć działa wspaniale, znacznie wspierając możliwości przeszukiwania emaili, przydaje mi się jedynie w przypadku tych listów, do których nie miałem jeszcze czasu przypisać odpowiedniej reguły w Mail. Jeśli dzięki regułom jestem w stanie zapanować nad spływającymi do mnie regularnie listami (niewslettery, powiadomienia, osoby,  z którymi koresponduję regularnie, tematy), inteligentne katalogi pozwalają mi filtrować listy na kilka innych sposobó, to Rocketbox jest wtyczką, która pozwoliłaby zaoszczędzić czas, jaki poświęciłem tworzeniu wyżej wspomnianych.

Wtyczka ta umożliwia odszukanie wszystkich listów związanych z daną osobą, tematem, czy słowem z listu. Wyniki przegląda się w osobnym oknie i, trzeba przyznać, są imponujące. Poza listą emaili podzieloną na listy z załącznikami, listy, na które odpowiedziałem, itd.  RocketBox podaje wszelkie dodatkowe informacje takie jak skrzynki pocztowe, w których znajdują się wyniki, konta, z którego prowadzona jest korespondencja, itd.

Plugin przyda się więc każdemu narzekającemu na brak organizacji użytkownikowi. Swego czasu planowałem sporządzenie kilku notatek wyczerpujący temat wtyczek dla Mail, problem z nimi jest taki, że ich żywotność znacznie ograniczają systemowe aktualizacje. Pozostaje mieć tylko nadzieję, że płatny RocketBox nie podzieli ich losu.

Na koniec: NetNewsWire dla iPhona. Dla mnie cudo. Doceniam przede wszystkim za czytelność, rozmieszczenie elementów i usunięcie wszystkich niepotrzebnych opcji. Nie potrafię zrozumieć, dlaczego autorzy nie pokusili się o pójscie tym tropem i zmianę wyglądu aplikacji dla Maców- tak wyglądająca aplikacja jest dla mnie szczytem marzeń. NNW współpracuje z Instapaper i jest to jedyna opcja, której oczekiwałem.

Reklamy

Filmy i programy TV w bibliotece iTunes dzięki iFlicks

Umieszczenie wszystkich plików multimedialnych w iTunes uznałbym ze spokojem za rozwiązanie idealne, gdyby nie prosty fakt: jest to (lub raczej było) rzeczą niemalże niewykonalną. Rozwiązanie takie jest warte zachodu, ponieważ:

-wszystkie pliki znajdują się w programie, do którego obsługi przyzwyczaiłem się lata temu, co łączy się z dużą wygodą.

– mam możliwość przeglądania zawartości biblioteki na kilka sposobów, w tym także z pomocą Front Row, z którego lubię korzystać jednocześnie będąc kilka metrów od klawiatury.

– oba powyższe powody zwalniają mnie z posiadania innych programów do obsługi multimediów

– z pomocą opcji udostępniania (Home Sharing) filmy oglądać mogę na obu komputerach, bez potrzeby biegania z pokoju do pokoju z pendrivem.

– mam możliwość skorzystania informacji dodatkowych nt. filmu czy serialu, bez grzebania w portalach internetowych.

– korzystając z dysku zewnętrznego mogę podzielić bibliotekę na archiwum (rzeczy, które chcę przechować, ale do których nie zamierzam wracać przy najbliższej okazji), i plikami, z których zamierzam skorzystać w najbliższym czasie.

Oto kilka podstawowych powodów, które przychodzą mi na myśl. Nie będę jednak mówić o ograniczeniach i przeszkodach, jakie stają na drodze do scalenia biblioteki- i to z prostego powodu: ograniczenia te mam w zasadzie za sobą.

Problem napisów poruszałem już na tym blogu, teraz po prostu rzucę hasło: SRTool. Kluczowym jest tu inny program: iFlicks.

Dzięki niemu mogę połączyć kopię filmu z informacjami o nim, przenieść kopię do iTunes bez potrzeby konwersji (opcja Flatten to QuickTime…), co łączy się z zaoszczędzeniem czasu, utworzyć wersję dla iPhona, bez najmniejszych problemów.

Później pozostaje mi tylko przenieść plik srt z napisami do katalogu z filmem, a napisy będą widoczne również na drugim komputerze (opcja Home Sharing). W sieci znajdziecie kilka recenzji programu, ja wstrzymam się z jednego powodu: efekt, jaki osiągnąłem z pomocą iFlicks, nie pozwala mi spojrzeć na niego obiektywnie, pozostaje mi tylko go chwalić, pozwólcie więc, że skończę w tym miejscu.

Kiwi- pierwsze wrażenia (update: kody dla betatesterów)

Właśnie załapałem się na testy Kiwi- nowego klienta Twittera. Oto pierwsze wrażenia.

Najmocniejszą stroną programu jest niewątpliwie jego wygląd. Kiwi posiada kilka tematów, na tyle różnych od siebie, że w zasadzie każdy znajdzie tu najbardziej odpowiedni.

Okno z tweetami w wersji domyślnej wygląda tak:

Co je różni? Oczywiście kolorystyka. Wszystkie starają się uwidocznić ostatnio czytaną notkę- osobnym kolorem:

albo poprzez lekkie jej przesunięcie względem pozostałych. Kolejną sprawą jest możliwość zameldowania się na kilku kontach:

Jeśli zaś chodzi o okno samej wiadomości, to posiada ono wszystkie potrzebne elementy: licznik znaków, wybór konta, możliwość skrócenia adresu URL czy wklejenia obrazka do tweetu.

Kiwi pozwala również skorzystać z reguł, dzięki którym zaznaczyć można wiadomości pochodzące z ulubionego źródła, własne tweety, itd.:

Kiwi w wersji beta nie pozbawiony jest bugów, na przykład jeśli chodzi o status wiadomości prywatnych, czy czas odświeżania strony. Bywa, że również status nowych wiadomości nie zmienia się, wciąż pokazując jakąś ich liczbę jako nieprzeczytane.

Kolejną sprawą jest cena- Kiwi będzie kosztować ok. 15$. Odnoszę wrażenie, że po wprowadzeniu skórek do darmowych klientów Twittera, Kiwi może stracić podstawowy argument, w tym momencie z pewnością przyciągnie jednak wielu nowych użytkownikow.

Kilka kodów do wpisania tutaj:

8473B377
24F36997
7523F927
35534347
95738B67

Airlock

Ten dodatek pozwala na zablokowanie monitora po tym jak jego użytkownik (wraz z iPhonem lub iPodem Touch) oddali się, i ponownym odblokowaniu monitora, gdy właściciel obu urządzeń wróci. Na poniższym zrzucie widać program w działaniu:

ta biała kropka na radarze to właśnie mój iPhone, którego Airlock wykrywa poprzez Bluetooh. Nie wspomnę tu o zastosowaniach tego rozwiązania choćby dlatego, że dość sceptycznie podchodzę do pomysłu. Zanim wpadniecie na pomysł, w jaki sposób Airlock mógłby się Wam przydać, dajmy na to, ze względów bezpieczeństwa, wygody, wrodzonego zapominalstwa- program możecie ściągnąć tutaj.

Things vs. The Hit List

Do notki porównawczej Things i The Hit List zabieram się od przeszło dwóch tygodni i to z prostego powodu: każdy, kto zdążył przyjrzeć się obu aplikacjom nie widzi szczególnych różnic nimi- dlatego warto było odczekać i sprawdzić, jak oba programy sprawują się w działaniu.

Problem z odróżnieniem od siebie Things i The Hit List niekoniecznie działa na niekorzyść młodszego programu, za który przyjdzie zapłacić użytkownikowi tę samą cenę. A szkoda, bo właśnie ten argument mógłby wiele zmienić. Podobne rozmieszczenie elementów, kolorystyka, czy same rozwiązania, którymi oba programy nie różnią się zbytnio, to tylko jedna strona medalu. Drugą jest to, że The Hit List, mimo tych podobieństw, wydaje się bardziej przejrzysty, łatwiejszy, słowem, bardziej przyjazny użytkownikowi. W przypadku Things zalecane jest przejrzenie instrukcji, przynajmniej na początku użytkowania, to The Hit List podstaw można nauczyć się już przy tworzeniu pierwszych zadań. A tak, prezentują się oba w działaniu.

1. Przeciąganie adresu URL.

Things- Przeniesiony wprost do okna programu link wywołuje menu nowego zadania.

Użytkownik ma możliwość dopisania tesktu notatki (np. „pamiętaj o tym”), przydzielenia kontekstu (tag), przypisania daty i miejsca docelowego (np. jednego z własnych katalogów).

The Hit List- Przeniesiony adres tworzy nową notatkę z domyślnym „Look at…” i adresem strony w tytule.

Rozwiązanie jest szybsze, edycję notatki można w końcu odłożyć na później (chwila, czy tego typu programy nie powstają po to, by nie trzeba było jednak odkładać czegoś na później?)

2. Przenoszenie tekstu

Things- Przeniesienie dowolnej treści ze strony internetowej, dokumentu, etc. wywołuje wspominane okno edycji z tymi samymi funkcjami.

The Hit List- Opcja przenoszenia tekstu do ikony w Docku jest niedostępna- tekst należy przenieść do okna programu. Tu niestety pojawia się spora niedogodność. Jeśli tekst składa się z osobnych wierszy (np. jak ta część notki) każdy z nich zostanie przeniesiony jako osobne zadanie. W efekcie prezentuje następująco:

(FAIL!)

3. Edycja notatek.

Things- Okno edycji jest ciekawym rozwiązaniem, jeśli jednak zabieramy się do edycji starszych zadań, cóż, dostępne menu prezentuje się skromnie- ma ono jednak całkiem istotne funkcje- przydzielenia notki do innego wydarzenia (własnego katalogu, rzeczy zaplanowanych, itd.), przydzielenia wybranego kontekstu (tag), daty i notaki.

The Hit List- Tu mamy prawdziwe pole do popisu. Menu podstawowe jest porządnie wyposażone: Poza opcją edycji, przydzielenia zdarzenia do innego katalogu, czy zaznaczenia, że dane czynność została wykonana, jest tu również opcja rozpoczęcia danej czynności (uruchamia to timer, wskazujący upływ czasu w trakcie jej wykonywania) oraz przydzielenia pliku do notatki.

The Hit List- Menu

Edycja tekstu zdarzenia wywołuje kolejne funkcje menu służące zmianie kontekstu (tag):

The Hit List- rozszerzona edycja

4. Przeglądanie i rozszerzona edycja zdarzeń.

The Hit List- W tym przypadku chodzi o rozmieszczenie dodatkowych funkcji na liście zdarzeń. Z lewej strony ukryte jest menu priorytetu (ważności, istotności zdarzenia).

The Hit List- wybór priorytetu i timer

Natomiast kliknięcie po prawej stronie w linijce zdarzenia wywoła edycję czasu trwania zdarzenia. To bardzo pomocne rozmieszczenie elementów fundamentalnych dla osadzenia danej czynności w czasie i zasygnalizowania jego znaczenia. Z tego powodu musiały one pojawić się również w Things- tu, owe opcje (poza priorytetem- w Things potrzebujemy stworzyć oddzielny katalog dla rzeczy ważnych i przenosić je tam własnoręcznie) dostępne są nie w oknie zdarzenia.

Różnice między nimi opierają się więc na efekcie wizualnym. Przewagą THL jest moim zdaniem rozmieszczenie elementów- bardziej sensowne i przez to praktyczne.

4. Podgląd notatek.

Things- szaro i smutno, przyznam, że nie przekonuje mnie ten obrazek, zwłaszcza, że program nie pozostawia żadnej alternatywy.

The Hit List- W podstawowym widoku, lista zdarzeń to połączenie żółtych karteczek ze stroną notesu (wraz z przydatną formą przeglądania zdarzeń w zakładkach):

Istnieje również możliwość przeglądania zdarzeń w tej formie: W obu planach widać wyraźnie związane ze zdarzeniem daty, tekst jest większy, lepiej widoczny.

Krótkie podsumowanie. Things jest programem, który przeszedł już szereg zmian, łatwością obsługi nie guruje jednak nad debiutanckim The Hit List. Zdaje się jednak, że w obu przypadkach brakuje czegoś istotnego. Ostatecznie, z oceną warto wstrzymać się do czasu wprowadzenia zapowiadanej wersji THL dla urządzeń przenośnych. Mam wrażenie, że przy odpowiedniej promocji (np. przez wprowadzenie jednej licencji dla obu wersji) konkurencyjność programu uległaby znacznym zmianom. Słowem, Things doczekało się prawdziwego konkurenta, miejmy nadzieję, że tym, komu przyjdzie na tym skorzystać będą użytkownicy.

MacUpdate Desktop

MacUpdate DesktopMacUpdate wydało kolejną wersję programu pozwalającego utrzymać posiadane programy w najnowszym stanie. W jaki sposób MacUpdate Desktop potrafi przekonać do siebie tych, którzy znają już temu podobne programy?

Po pierwsze skutecznością- lista aktualizacji odzwierciedla stan faktyczny, błędy, jak wynika z testów, nie powinny się zdarzyć. Nie musimy się więc martwić, że pobierzemy coś niepotrzebnie.

Po drugie, MacUpdate Desktop pozwala ściągnąć i zainstalować aplikację w tle- spośród wszystkich ściągniętych aktualizacji tylko raz musiałem dokończyć instalację samodzielnie. W pozostałych przypadkach proces nie wymaga nawet uruchomienia aktualizowanego programu. Tu ciekawostka: MUD pliki dmg ściąga do własnego folderu, można go opróżnić w dowolnym momencie.

Rozwiązaniem godnym uwagi jest również możliwość ściągnięcia wszystkich dostępnych aktualizacji jednocześnie z pomocą skrótu klawiszowego (lub wybraniem tej opcji z menu), ale uwaga: jeśli na przykład korzystacie z pakietu iLife 08, powinniście zadbać o to, by program nie ściągnął aktualizacji dla nowszej wersji.

Kapitalna nawigacja po programach, ostrzeżenia przed ponownym ściągnięciem aktualizacji, lub pobraniem właśnie ściąganej, współpraca z Growl- wszystko to sprawia, że cały proces przebiega absolutnie bez problemu. I szkoda tylko, że aplikacja jest płatna.

Delibar

Wybaczcie przerwę, miesiące miodowe mają to do siebie, że rozleniwiają. Niewyobrażalnie.

Testuję dziś Delibar– klienta zakładek w serwisie Delicious, poniżej kilka uwag na temat.

Delibar

Do serwisu Delicious zaglądam bardzo rzadko, i mimo całego jego potencjału, mi służy przede wszystkim jako archiwum linków. Znajdując coś w sieci, coś, do czego kiedyś chciałbym się  odwołać w późniejszym czasie, polegam na dwóch programach – Evernote i  ShoveBox. Wybór zależy od tego, co chcę „zapamiętać”. Jeśli znajduję ciekawy artykuł, recenzje, listę przylotów, dane z rubryk, itd. korzystam z pierwszego. Jeśli chcę przechować link, do którego zajrzę na przykład za dwa miesiące, daleko od Maca, wklejam go do ShoveBoxa.

Problem w tym, że dobry link dobrze jest mieć zawsze przy sobie, a ostatni z wymienionych programów, na to nie pozwala. Co jakiś czas, segregując dane z SB, wrzucam więc linki do Delicious, nie musząc się głowić nad adresem strony tysiąc km od swojej bazy danych. Delibar, ma to umożliwić, w końcu podstawową funkcją programu jest właśnie umieszczanie danych w serwisie. Można zrobić to za pomocą nowej zakładki w pasku Safari (nie wiem, czy działa z innymi przeglądarkami), albo z pomocą dowolnie wybranego skrótu klawiszowego.

Delibar- skróty klawiszowe

Delibar- skróty klawiszowe

Inną sprawą, jest atrakcyjność, z jaką Delibar owe linki pozwala przeglądać. Sposób przedstawienia zakładek jest czytelny, ikona z lewej strony pomaga skojarzyć zakładkę ze stroną. Program może przefiltrować zakładki pod względem częstotliwości ich uzycia z pomocą jednego kliknięcia (zakładka Saved), lub z pomocą skrótów.

Delibar- główne okno programu

Delibar- główne okno programu

Jeśli natomiast chcę podzielić się informacjami z moich zakładek, mogę skorzystać zarówno z adresu url, wydzielonego wprost z zakładki- mogę również poinformować osoby via Twitter, Facebook i z pomocą serwisu bit.ly (skróty url).

Delibar

Po skonfigurowaniu programu można skorzystać z opcji ukrycia okna w Docku. Ikona w górnej belce wystarczy, by zacząć zarządzać zakładkami w prosty i przyjemny sposób.

edit: w trakcie korzystania z programu przyszedł mi do głowy jeszcze jeden sposób wykorzystania jego możliwości. Można m.in. wykorzystać aplikację do tworzenia zestawu pogrupowanych według tagów stron internetowych, z których skorzystać będzie można w pracy lub chociażby przy okazji czyszczenia danych z przeglądarki. Zajrzałem więc do najczęściej otwieranych stron, pogrupowałem potrzebne mi przy różnych zadaniach portale, uzyskując dwie grupy. Naturalnie, im dłuższy zestaw, tym większy sens ma tworzenie tych grup. Następnie wystarczy wpisać tag w Recent, wybrać ikonę opcji „detach this search” (prawy dolny róg okna Delibar) i przenieść tak utworzony zestaw w wolne miejsce ekranu. Dzięki temu rozwiązaniu uzyskałem eleganckie menu, do którego będę się mógł odwołać w razie potrzeby, nie tracąc czasu na przypominanie sobie, jak dokładnie dana strona się nazywała, jakiej było jej rozszerzenie.